poniedziałek, 27 lipca 2015

Shoarma - domowa przyprawa do drobiu

Cześć Wszystkim! :)

Dziś zapraszam na fast food w domowym wykonaniu, czyli aromatyczną shoarmę z kurczaka. Mam nadzieję, że taka mieszanka przypadnie Wam do gustu.


Do przygotowania będziemy potrzebować:

- 1 podwójną pierś z kurczaka
- 4 łyżki oleju
- 1 łyżeczkę słodkiej papryki
- 1 łyżeczkę soli
- 1 łyżeczkę mielonego kminu rzymskiego
- 1 łyżeczkę curry
- 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
- 1/4 łyżeczki granulowanego czosnku
- 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne


1. Kurczaka płuczemy, oczyszczamy z błon, kroimy w niewielką kostkę i przekładamy do miski, w której będzie się on marynował.

2. W szklance łączymy olej ze wszystkimi przyprawami. Taką mieszanką zalewamy kurczaka dokładnie go w niej obtaczając i wstawiamy do lodówki na co najmniej 1 godzinę.

3. Po godzinie kawałki kurczaka smażymy na mocno rozgrzanej patelni (już bez dodatku tłuszczu) przez ok. 15 min, do zrumienienia.

Tak przygotowany kurczak doskonale smakuje z sosem tysiąca wysp. Jeśli chcecie dowiedzieć się jak w najprostszy sposób przygotować taki sos, wystarczy kliknąć tutaj.



SMACZNEGO! :)

piątek, 24 lipca 2015

Gdańsk - powrót do przeszłości

Cześć Wszystkim! :)

Dzisiejsza podróż kulinarna, to podróż w czasy PRL. Przyczyniła się do niej moja ostatnia wizyta w Gdańsku, który na stałe wpisał się w historię naszego kraju, chociażby poprzez działalność NSZZ Solidarność.

Do Gdańska wybrałam się na festiwal FETA 2015, jednak swoją podróż rozpoczęłam od zwiedzania Europejskiego Centrum Solidarności otwartego w 2014 roku.


Europejskie Centrum Solidarności, Pl. Solidarności 1, 80-863 Gdańsk


Cena biletów: normalny 17 zł, ulgowy 13 zł


ECS od maja do września jest czynne codziennie w godz. 10:00-20:00


Europejskie Centrum Solidarności to nowoczesna, interaktywna wystawa, która w niczym nie przypomina nudnych muzeów z czasów wyjazdów szkolnych. Wizyta w ECS to zupełnie nowe doświadczenie, interaktywna wycieczka, dzięki której dowiemy się całej historii o powstaniu, działalności i myśli przewodniej Solidarności. Wystawa stała podzielona jest na kilka etapów i może zająć, w zależności od dokładności i dociekliwości zwiedzającego, od 2 do nawet kilku godzin. 


Wycieczka po ECS odbywa się z przy pomocy wirtualnego przewodnika (wliczonego w cenę biletów), dostępnego również w wersji dla dzieci (oferującego zabawną i łatwo przyswajalną podróż w czasie).


Sala pierwsza - Narodziny Solidarności


Ogłoszenie Stanu Wojennego przez Wojciecha Jaruzelskiego




Multimedialny Okrągły Stół


Kilka jedzeniowych perełek:
Księga skarg i zażaleń, która każdą stroną wywołuje uśmiech na twarzy


Sklepowa lada - czy nadal można takie spotkać w Waszym sklepie Społem? 






drogo! ;)


Lalka w latach 80-tych - prawdziwy skarb!


Oranżada Lenina?


Na końcu wycieczki znajdziecie wielki napis Solidarność ułożony z karteczek, na które każdy może się wpisać.




Widok z tarasu Europejskiego Centrum Solidarności (na tarasie znajdziecie również leżaki, z których można korzystać w słonecznie dni)


Europejskie Centrum Solidarności wypełnione jest po brzegi multimedialnymi ekranami, dotykowymi telewizorami i panelami. Na każdym kroku można spotkać można spotkać stanowisko ze słuchawkami, w których słyszymy nagrania przedstawiające historie danego przedmiotu, osoby czy wydarzenia. ECS będzie zatem niezłą gratką dla miłośników dotykowych technologii, jak i dla dzieciaków, które nie przepadają za nudnymi eksponatami. Tutaj można dotykać wszystkiego, przełączać, oglądać, przewijać, klikać, obserwować i wracać do danego miejsca nawet kilkukrotnie. Nikt nikogo nie pośpiesza, ani nie pogania. Ja centrum odwiedzałam w sobotę rano, w godzinach obiadowych robi się tam już tłum, dlatego polecam zaplanować wycieczkę troszkę wcześniej, żeby potem nie musieć przeciskać się miedzy  innymi zwiedzającymi.




Zauważony w drodze na obiad kebab w sombrero! ;)




Bar piwny bez nazwy, przy pętli tramwajowej Gdańsk Oliwa, to pierwsza jedzeniowa perełka Gdańska, do której zaprowadzili nas znajomi i do której "zaprowadzić" chcę również i Was. Przyznam szczerze, że ruszyłam w jego stronę pełna obaw, czy w ogóle coś tam zjem. Jak się jednak okazało zupełnie niepotrzebnie! Co prawda nie jest to typowy bar z jedzeniem, bo ani obsługa, ani klientela nie jest tu typowa ;) Spotkać można tam każdego, jednak głównie należy spodziewać się towarzystwa panów w średnim wieku oglądających mecz przy piwku. Co nieprawdopodobne, bar jest zawsze pełny, a wręcz przepełniony, co może tylko zachęcać. I kiedy już niepewną nogą przekroczycie próg "Szaszłyka"(bo tak został on ochrzczony przez naszych znajomych) będziecie chcieli tam zostać na dłużej! Miejsce fenomenalne w swojej prostocie, ot budka z piwem, z grillowanym szaszłykiem i kurczakiem (o ile szybciej nie "zejdzie"). Budka, którą prowadzi już 3 pokolenie, która stoi tam niezmiennie od 40 lat, za czasów PRL, stoi w XXI wieku i życzę jej aby stała przez kolejne kilkadziesiąt lat! :)


Szaszłyk z grilla - 100 gram w cenie 3 zł. Cały bagnet na którym nadziewany jest szaszłyk waży ok. 700-800 gram. Na zdjęciu porcja z 1 bagnetu w cenie 20 zł w komplecie z chlebem i musztardą.


Po obiedzie przyszedł czas na deser, a skoro jesteśmy w przeszłości, nie będzie wymyślnych deserów lodowych z chipsem z topinamburu, tylko prawdziwe, domowe lody, takie same jakie jadali nasi rodzice. Lody, po które najpierw trzeba stanąć w kolejce do okienka po żeton, a dopiero potem udać się w stronę lady, gdzie czekają na nas lody w garnkach, których receptura nie zmieniła się od kilkudziesięciu lat.


Lody EskimoWyspiańskiego 22, Gdańsk Wrzeszcz


1 gałka lodów kosztuje 2 zł, koniecznie musicie spróbować tych o smaku kasztanowym



Z pełnymi brzuchami w końcu mogłam udać się w moje miejsce docelowe, czyli XIX Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych FETA, który odbywał się od czwartku do niedzieli w terminie 9-12 lipca.


FETA 2015 odbywała się na terenie Centrum Hewelianum i na Placu Zebrań Ludowych


W sobotę miałam okazje zobaczyć m.in. 
Compagnie Kumulus "Les Squames" z Francji




Squames, czyli ludzie - małpy to genialny performance przeznaczony dla widzów powyżej 18 roku życia, trwający w zależności od miejsca od 3 do 6 godzin. Przykładowo we Francji  performerzy występują zupełnie nago przez całe 6 godzin. Instalacja artystyczna ukazuje zwierzęcą naturę ludzkich istot uwięzionych w wielkiej klatce pośród tłumu ludzi. Nienaturalna przygarbiona postawa, przekrwione oczy, głośne piski i krzyki, wywołały u mnie prawdziwą gęsia skórkę!


Só "Sómente" Portugalia/Niemcy

Niezwykle ciekawy i przejmujący spektakl ukazujący samotne życie starszego pana, przesiadującego na ławce w parku. Pomimo tego, że podczas pokazu nie zostało wypowiedziane ani jedno słowo i występował w nim tylko jeden aktor, obraz pozostanie na długo w mojej pamięci. Dzięki doskonale dobranej muzyce w tle, spektakl zmusza widza, aby na chwilę się zatrzymał. Zastanowił nad upływającym czasem, nad starszymi ludźmi, którzy kiedyś tętnili życiem, a o których dziś już nikt nie pamięta.


La Industrail Teatrera "De Paso" z Katalonii

To zdecydowanie najzabawniejszy spektakl, jaki udało mi się obejrzeć na tegorocznej Fecie. Pomimo że odbywał się on kilkukrotnie w ciągu całego dnia, gromadził bardzo wielu widzów. Tak wielu, że ciężko było zrobić dobre zdjęcie. Spektakl opowiada o życiu klaunów, w sposób zabawny i akrobatyczny zarazem. Był on rewelacyjną rozrywką zarówno dla starszej jak i młodszej części widowni. Klauni potrafili nawet porwać kilka osób do wspólnego tańca, co jest zdecydowanie najlepszym aspektem przebywania wśród teatrów ulicznych, ponieważ nigdy nie wiadomo kiedy zostaniesz porwany do interakcji z aktorami.

Jeśli chodzi o samą organizację festiwalu, to mogę mieć zarzuty tylko do strefy jedzeniowej dziennej. Na tak licznych gości czekały tylko dwa foodtrucki, do których kolejka była ogromna. To zdecydowanie za mało, jak na taką ilość widzów. Brakowało też oddzielnego stoiska z napojami, po które można by sięgnąć w każdej chwili. Nie wiem, jak wyglądała nocna strefa jedzeniowa, może ktoś z Was był i chce się podzielić wrażeniami?


Po długiej sobocie w niedzielę przed wyjazdem starczyło tylko czasu i sił na śniadanie, które postanowiliśmy zjeść w poleconej przez znajomych przeuroczej knajpce o nazwie Marmolada, Chleb i Kawa. Niestety zupełnie nie wpisuje się ona w klimat przeszłości, ale ten celebrowaliśmy przez całą sobotę :) Niestety ludzi w Marmoladzie było tak dużo, że na śniadanie trzeba było czekać prawie godzinę, dodatkowo jeśli zapomnieliście zamówić od razu czegoś do picia, trzeba było liczyć się z ponownym oczekiwaniem. Jeśli jednak macie sporo czasu i nigdzie Wam się nie śpieszy to Marmolada będzie naprawdę dobrym wyborem. Lokal oferuje nam różne zestawy śniadaniowe z kawą lub herbatą, gdzie za całość zapłacimy nie więcej niż 20 złotych. W menu mamy do wyboru  zarówno pozycje słodkie jak i słone.


Marmolada Chleb i Kawa, ul. Antoniego Słonimskiego 5, Gdańsk




Jeśli będziecie mieli problem ze znalezieniem Marmolady, Wasz wzrok powinien przykuć różowy "ogórek" stojący przed lokalem.


To już koniec mojej relacji z krótkiej podróży do przeszłości w Gdańsku. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do odwiedzenia chociaż raz Baru "Szaszłyk", czy spróbowania lodów za żetony. Jeśli jednak nie przepadacie za klimatami przeszłości, spokojnie na obiad, czy kolację możecie wybrać się do Marmolady. Oprócz śniadań serwują tam również pyszne burgery, czy inne dania obiadowe, które usatysfakcjonują bardziej wymagające podniebienia. Polecam również spróbować napoju alkoholowego Ogórsecco, podobno aktualnie bardzo modnego w Gdańsku. 


Trzymajcie się ciepło! Zwiedzające i smakujcie, bo zawsze warto! :)

ŚCISKAM
Bez Cebuli!

czwartek, 23 lipca 2015

Najprostszy sos tysiąca wysp

Cześć Wszystkim! :)

Dziś zapraszam na bardzo prosty i szybki sos tysiąca wysp pasujący do mięsa, frytek, czy pieczonych ziemniaków.



Do przygotowania będziemy potrzebować:

- 4 łyżki majonezu
- 2 łyżki pikantnego ketchupu (ja użyłam ketchupu Pudliszki)
- szczyptę soli i pieprzu do smaku. Myślę, że po pół łyżeczki powinno wystarczyć


1. Majonez i ketchup przekładamy do małej miseczki, doprawiamy solą oraz pieprzem i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.


SMACZNEGO! :)


środa, 22 lipca 2015

Smażone ziemniaki tymiankowo-bazyliowe z czosnkiem

Cześć Wszystkim! :)

Dzisiaj zapraszam na bardziej kaloryczne, bo smażone na tłuszczu, ale jakże pyszne ziemniaki! W mojej wersji są one bardzo mocno przypieczone, ale takie właśnie uwielbiam. A jeśli Wy również spróbujcie delikatnego, rozpływającego się w ustach czosnku, odpłyniecie i pokochacie te ziemniaki na zawsze! :)

Tak usmażone ziemniaki będą świetnym dodatkiem do różnego rodzaju mięs, czy sałatek, ale ja mogłabym je jeść same, byle tylko czosnku nie zabrakło ;)


Do przygotowania będziemy potrzebować:

- pół kg ziemniaków
- kilka nieobranych ząbków czosnku
- pół łyżeczki tymianku, bazylii i soli
- olej do smażenia (ja wybrałam rzepakowy tłoczony na zimno)


1. Przygotowanie zaczynamy od obrania i pokrojenia ziemniaków na ćwiartki. Następnie płuczemy je i odstawiamy na chwilę, aby obeschły.

2. Na patelni rozgrzewamy olej (musi być go tyle, aby pokrył całe dno patelni) i przekładamy do niej ziemniaki. Każdy ziemniak musi dotykać dna patelni, a więc użyjcie naczynia odpowiedniej wielkości.

3. Ziemniaki ustawiamy na średni ogień i smażymy pod przykryciem przez ok. 20 minut, co jakiś czas mieszając.

4. Po 20 minutach dodajemy całe, nieobrane ząbki czosnku oraz doprawiamy tymiankiem, bazylią i solą.

5. Smażymy kolejne 20 minut już bez przykrycia, co jakiś czas obracając ziemniaki, aby zrumieniły się z każdej strony.

6. Na końcu smażenia próbujemy i ewentualnie ponownie doprawiamy.


SMACZNEGO! :)

wtorek, 21 lipca 2015

Naleśniki z nadzieniem serowym bez jajka doskonałe na podróż i piknik :)

Cześć Wszystkim! :)

Dziś zapraszam na pyszną przekąskę prosto z mojego dzieciństwa, czyli naleśniki z serem! Chyba każdy z nas je pamięta, uwielbia i chętnie do nich wraca. Moja dzisiejsza propozycja powstała na potrzeby długiej podróży pociągiem, gdzie klasyczna masa serowa z dodatkiem surowego żółtka to nie najlepszy pomysł. Za to taka z dodatkiem miodu będzie nadawała się idealnie podczas podróży, na piknik, czy na plażę.


Do przygotowania naleśników będziemy potrzebować:

- 1 i 3/4 szklanki chłodnego mleka
- 1,5 szklanki mąki pszennej (pamiętajcie, aby zawsze używać takiej samej wielkości szklanek do mleka i mąki, aby zachować odpowiednie proporcje)
- 1 jajko
- 1 łyżkę oliwy
- szczyptę soli


Do farszu:

- 250 gram półtłustego twarogu
- 3 łyżki śmietany 18 %
- 3-4 łyżki miodu (ja użyłam miodu spadziowego)









Danie zaczynamy od przygotowania ciasta naleśnikowego:

1. W misce mieszamy mąkę z solą.

2. Dodajemy 1 szklankę mleka, jajko, oliwę i dokładnie mieszamy.

3. Następnie dodajemy pozostałą część mleka i mieszamy, aby nie powstały grudki.

4. Tak przygotowane ciasto odstawiamy na pół godziny do lodówki.


Farsz:

1. Do miski przekładamy twaróg i rozdrabniamy go widelcem.

2. Następnie dodajemy śmietanę oraz miód i całość ponownie ugniatamy widelcem, aby powstała słodka grudkowata masa.


Jeśli ciasto odleżało swoje pół godziny w lodówce i farsz mamy już gotowy można zabrać się za smażenie naleśników:

1. Naleśniki smażymy na mocno rozgrzanej patelni (najlepiej takiej płaskiej do naleśników) bez dodatku tłuszczu (oliwę dodaliśmy już wcześniej do ciasta), po 2 minuty z każdej strony (do zrumienienia). W przekładaniu naleśników najlepiej pomóc sobie drewnianą łopatką :)

2. Na tak usmażone naleśniki rozprowadzamy farsz, zwijamy w rulon i zawijamy w folię aluminiową, dzięki czemu przez nawet kilka godzin pozostaną świeże i smaczne. Gotowe :)


SMACZNEGO! :)


piątek, 17 lipca 2015

Guacamole - propozycja podania

Cześć Wszystkim! :)

Jeśli jeszcze nie widzieliście jak przygotować pyszne, domowe guacamole, odsyłam Was tutaj.



Dzisiejszy post to szybka propozycja śniadaniowa z guacamole, wędzonym łososiem i odrobiną chrzanu. Dla mnie jest to klasyk, podobnie jak bułka z masłem orzechowym i bananem, jeśli więc ktoś z Was lubi takie połączenie, koniecznie i te musi wypróbować!

Ps. Chleb podpieczony na grzanki robi robotę! :)



SMACZNEGO! :)

wtorek, 14 lipca 2015

Najlepsze guacamole

Cześc Wszystkim! :)


Dzisiaj zapraszam na przepyszny zielony sos/dip guacamole, który z jednej strony będzie idealnie komponował się z krakersami, chipsami i nachosami, z drugiej zaś stanie się zdrową i smaczną bazą do kanapek.


Do przygotowania 1 porcji guacamole będziemy potrzebować:

- 1 dojrzałe, miękkie awokado (awokado do sosu nadaje się wówczas, gdy po naciśnięciu na jego powierzchni zostaje ślad Waszego palca. Jeśli kupicie twarde awokado, należy odstawić je w nasłonecznione miejsce na 1-2 dni)
- pół małej papryczki chilli
- 1 ząbek czosnku
- połówkę cytryny
- 4 pomidorki kotajlowe (lub połowę dużego pomidora)
- łyżkę oliwy z oliwek
- sól i pieprz do smaku
- można dodać odrobinę posiekanej kolendry

1. Awokado przecinamy na pół, wycigamy pestkę i łyżeczką wydrążamy miąższ z obu połówek. Następnie przekładamy do większej miseczki i ucieramy widelcem na gładką masę.

2. Dodajemy oliwę, przyprawy, przeciśnięty przez praskę czosnek, sok z cytryny i pokrojone pomidorki.

3. Całość dokładnie mieszamy, próbujemy i według upodobań ponownie doprawiamy kolejną porcją chilli, soli lub pieprzu.

4. Aby gotowe guacamole nam nie ściemniało na środek sosu wciskamy pestkę z awokado.


SMACZNEGO! :)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Smażona dorada w 10 minut

Cześć Wszystkim! :)


Dzisiaj pomysł na smaczną rybkę, która jest banalnie prosta w przygotowaniu, a dodatkowo nie odstrasza ogromną ilością ości. Wystarczy zatem kilka minut, aby mieć szybki i pełnowartościowy posiłek.


Do przygotowania będziemy potrzebować:

- 2 patroszonych dorad
- pół łyżeczki soli i pieprzu
- łyżeczkę ziół prowansalskich
- olej do smażenia


1. Rybę płuczemy i osuszamy papierowym ręcznikiem.

2. Następnie łączymy razem sól, pieprz i zioła prowansalskie i taką mieszanką posypujemy ryby z obydwu stron oraz w środku.

3. Na patelni wlewamy olej, tak aby cienką warstwą pokrywał całe dno patelni.

4. Doradę smażymy na mocno rozgrzanym tłuszczu przez 5 minut z jednej i drugiej strony.

5. Rybkę możemy podać z ugotowanym ryżem z dodatkiem kurkumy i mizerią.

6. Do przygotowania mizerii potrzebujemy: 1 długiego zielonego ogórka, 1 duże opakowanie jogurtu greckiego (lub naturalnego), sól i pieprz do smaku oraz pół nakrętki octu. Ogórki trzemy na tarce w plasterki, dodajemy jogurt, przyprawy oraz ocet, mieszamy i gotowe!


SMACZNEGO! :)

piątek, 10 lipca 2015

Rosół, prawie jak u mamy :)

Cześć Wszystkim! :)

Niedziela tuż, tuż, a skoro tak, to staropolskim zwyczajem zapraszam na rosół, prawie jak u mamy :)

Muszę się przyznać, że ten rosół jest moim absolutnym debiutem! Nigdy wcześniej nie gotowałam zupy (krem - to co innego. Ostatecznie i tak wszystko mielimy i nie ważne jak ta zupa wcześniej wyglądała ;) Jednak rosół, to dopiero wyzwanie! Musi być klarowny, musi mieć odpowiedni kolor i odpowiednią ilość "oczek" na talerzu. Myślałam, że to raczej niemożliwe, że mięso będzie do wyrzucenia, zupa niejadalna i po co mam się w ogóle męczyć. Jak się jednak okazało, strach ma wielkie oczy, wyszło pysznie, domowo, prawie jak u mamy :)




Do przygotowania porcji rosołu dla 2 osób będziemy potrzebować:

- pół kurczaka (ja użyłam tylko tych najsmaczniejszych części, czyli 1 udka, 1 skrzydełka i 1 boku)
- warzywa rosołowe: 3 marchewki, 1 średniej wielkości pietruszkę, ćwierć selera, 1 średni por, garść natki pietruszki i lubczyku. Najlepiej zaopatrzyć się w gotowe tacki lub wiązki warzyw rosołowych, w komplecie z natką i lubczykiem (dostępne, np. w Lidlu)
- dodatkowo 2 liście laurowe
- sól i pieprz do smaku














1. Jeśli posiadacie kurczaka w całości (a nie jego wyżej wymienione poszczególne części) należy go dokładnie umyć, osuszyć i przeciąć na pół. Swoją drogą przydałby się jakiś filmik instruktażowy, jak fachowo podzielić kurczaka, bo nie jest to wcale takie łatwe ;) Zaopatrzcie się zatem w ostry nóż i twardą deskę. Odcinamy, najlepiej jak umiemy najpierw udko, potem skrzydełko, a na końcu bok.

2. Do przygotowania rosołu użyłam niewielkiego garnka o średnicy 20 cm, bo jak wcześniej wspomniałam robiłam rosół tylko dla 2 osób. Jeżeli posiadacie bardzo duży garnek, możecie ugotować rosół z całego kurczaka podwajając porcję warzyw i przypraw.

3. Garnek uzupełniamy zimną wodą do jego 3/4 wysokości.

4. Do garnka wkładamy mięso i wstawiamy na średni ogień, aż na powierzchni zaczną zbierać się szumowiny, które trzeba co jakiś czas zdejmować z rosołu łyżką cedzakową. Powinno to potrwać ok. 20-30 minut. Po tym czasie zmniejszamy ogień, tak aby rosół, jak to mówi moja mama, powoli sobie "pyrpkał" :)


WSKAZÓWKA: jeśli po tym czasie z garnka wyparowało za dużo wody, możecie ponownie wypełnić garnek do jego 3/4, ale tylko i wyłącznie gorącą, przegotowaną wodą! Jeśli użyjecie zimnej wody z kranu, rosół może skwaśnieć.


5. Po godzinie do garnka wkładamy w całości umyte i obrane warzywa. Do tego dokładamy kilka łodyg pietruszki, lubczyku i zieloną część pora (zieleniny nie siekamy, ponieważ w całości łatwiej jej się później pozbyć).

6. Doprawiamy szczyptą soli i pieprzu.

7. Całość gotujemy kolejne 30 minut, aż warzywa będą miękkie.

8. Łącznie rosół gotujemy półtorej godziny.

9. Po upływie tego czasu wyciągamy zieleninę, por i seler. W razie potrzeby ponownie doprawiamy solą i pieprzem.

10. Zanim u mnie rosół trafi na talerz zostaje przecedzony przez drobne sitko. Zupę podaję z kawałkiem ugotowanego mięsa i ugotowaną marchewką lub pietruszką. Całość dodatkowo posypuję świeżo posiekaną natką pietruszki.


Czy wśród Was również jest ktoś, kto tak jak ja obawiał się naszego rodzimego rosołu? :)
Jeśli tak, to mam nadzieję, że z tym przepisem na pewno mu się to uda!


SMACZNEGO! :)

czwartek, 9 lipca 2015

Sałatka ze szpinakiem, kalarepą i domowym sosem winegret

Cześć Wszystkim! :)

Wakacje, okrągła kalarepa w ręce i całodniowe zabawy na dworze, takie wspomnienia przywodzi mi na myśl te biało zielone, chyba obecnie już niedoceniane warzywo. Trudno dzisiaj spotkać dzieciaki chrupiące na podwórku kalarepę, podczas gdy ja z kuzynostwem ścigałam się kto pierwszy wyrwie tę największą! :) Kiedy więc na targu pojawiła się kalarepa, a w domu czekał świeży szpinak, postanowiłam, że czas na świeżą, orzeźwiającą sałatkę.



Do przygotowania będziemy potrzebować:

- garść świeżego szpinaku
- 1 średniej wielkości kalarepę
- 1 białą paprykę
- 3 rzodkiewki
- kilka pomidorków koktajlowych
- połowę zielonego ogórka

(porcja dla 2 osób)


1. Wszystkie warzywa płuczemy, osuszamy i kroimy w kostkę/plasterki/ćwiartki. Liście szpinaku pozostawiamy w całości.

2. Do dużej miski przekładamy szpinak i pokrojone warzywa, mieszamy i doprawiamy domowym sosem winegret. Jak w 3 minuty przygotować taki sos dowiecie się tutaj.

3. Ja swoją sałatkę podałam z podpieczoną bagietką czosnkową na której znalazły się plasterki niebieskiego sera pleśniowego (typu blue/lazur).


SMACZNEGO! :)

środa, 8 lipca 2015

Sos winegret

Cześć Wszystkim! :)


Dziś szybki post o tym, jak przygotować klasyczny winegret.



Do przygotowania 1 porcji sosu na sałatkę będziemy potrzebować:

- 1 łyżkę soku z cytryny (lub ewentualnie octu winnego, jednak z octem bywa różnie, a cytryna zawsze jest pod ręką :)
- 3 łyżki dobrej oliwy z oliwek
- szczypta soli i pieprzu do smaku.


1. Cytrynę należy dobrze połączyć z oliwą, najlepiej za pomocą trzepaczki do jajek.

2. Następnie należy doprawić do smaku i wymieszać.

3. Sałatkę polewamy sosem tuż przed samym podaniem.


W winegrecie najważniejsze są proporcje, które zawsze powinny wynosić 1:3 (cytryna:oliwa). Proporcje te należy stosować również przy robieniu większej ilości sosu.

Tak przygotowany sos możemy przechowywać w lodówce nawet 2 dni. W tym czasie oliwa może się oddzielić od soku z cytryny, gdyby tak się stało, sos należy przed podaniem ponownie wymieszać.


SMACZNEGO! :)

wtorek, 7 lipca 2015

Targ śniadaniowy w Poznaniu, czyli pomysł na słoneczny weekend w mieście

Cześć Wszystkim! :)

Zapraszam gorąco na post z cyklu "kulinarne podróże" - zarówno małe jak i te duże :) Do Poznania w którym mieszkam nareszcie zawitało słońce i temperatury, które zachęcają do spędzenia całego dnia na świeżym powietrzu. A czy jest coś przyjemniejszego od śniadania na trawie w piękny, słoneczny dzień? Nie ma! :) Dla mnie to najlepsza forma spędzenia leniwego weekendu w mieście, a jeśli do tego wszystkiego dorzucimy zielony park, wesoły gwar dzieci i bliskość miejskiego, otwartego basenu w upalny dzień, to lepiej po prostu być nie może! :)


Targ śniadaniowy, o którym dzisiaj mowa, to cykliczna impreza odbywająca się co roku latem w największych miastach w Polsce: Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście, Poznaniu i Krakowie. Wszystkie lokalizacje oraz godziny otwarcia możecie sprawdzić dokładnie tutaj.


W Poznaniu targ śniadaniowy odbywa się w 2 miejscach:
- w sobotę w parku Kasprowicza, wejście od ul. Jarochowskiego, przystanek tramwajowy "Arena" (w godz. 9:00-16:00)

 


- w niedzielę w Parku Wodziczki, przy Sołaczu, od strony Al. Wielkopolskiej, przystanek tramwajowy "Klin"  (w godz. 9:00-16:00)




Na targu śniadaniowym w Parku Kasprowicza można zajadać się między innymi:


pysznymi kanapkami podawanymi z odrobiną oliwy z oliwek i świeżymi ziołami z Chef Machine w czerwonym wozie strażackim 


kanapki w cenie 15 zł (w różnych wariantach smakowych, moja akurat w wersji wege z mozarellą, pomidorkami koktajlowymi, papryką i bazylią) Uwaga: bezcebulowi muszą pamiętać, by zwrócić uwagę sprzedającym, aby w ich kanapce nie znalazła się przypadkowo nie wypisana w składnikach cebula :)


zupami na każdą pogodę z Zuppi (mała porcja za 8 zł, duża za 11 zł) oraz dorodnymi, nadziewanymi oliwkami z KochamOliwki.pl (dostępnymi również na wynos)


kuskusem z kalafiora (15 zł), pierogami (15 zł), kanapkami (12 zł) i lemoniadą (6 zł) z JADALNI


poznańską pyrą z gzikiem, masłem, czy sałatką prosto od Polskiej Pyry


zapiekaną bagietką w jasnej lub ciemnej bułce do wyboru (z łosiem? :D) w cenie 14 zł oraz jajecznicą z 3 jaj (klasyczna w cenie 6 zł, z dodatkami za 9 zł) od Paparazzi




Uwaga: bezcebulowi muszą poprosić, aby jajecznica usmażona była tylko na maśle, bez cebuli :)


naleśnikami, jajkami sadzonymi oraz camembertem na gorąco z żurawiną w Śniadania za 10 (wszystko w cenie 10 zł)


słodkimi i słonymi tartami oraz pachnącymi muffinami serwowanymi przez Francuski Łącznik


Jeśli natomiast ktoś ma ochotę na orzeźwiający sok, np. z pietruszki, na który również i ja się skusiłam powinien udać się w stronę Baked Potatoes (zdjęcie zrobione na Backstage ;)


Nie wiedziałam, że pietruszka może smakować, aż tak dobrze! (cena 8 zł)


100% sok jabłkowy od Pawła Dobrosza, który w większym opakowaniu można również zabrać do domu


ogromny wybór koktajli, smoothie i owocowej wody oferuje również Body Chief


natomiast świeżo parzoną kawę dostaniecie w Bike Cafe (u których rowerzyści zawsze mają złotówkę zniżki). Bike Cafe oferuje również kartę stałego klienta, dzięki której 10 kawa jest zawsze gratis :)



Niestety nie udało mi się sfotografować wszystkich wystawców, ponieważ ludzi było naprawdę sporo i ciężko było uchwycić chwile, w której nikt nie stał przy ladzie. Oprócz wyżej wymienionych, na targu skosztujecie również smacznych burgerów, świeżych owoców, masę przeróżnych tureckich słodkości, czy najwyższej jakości serów i wędlin. 


W ramach targu śniadaniowego odbywają się również różne warsztaty. W ostatnią sobotę były to darmowe zajęcia jogi dla chętnych.


Można też po prostu najzwyczajniej w świecie przynieść własny koc i dobrą książkę, by odpocząć w cieniu licznych drzew.


Poznańska Arena (miejsce koncertów, pokazów, a także imprez sportowych).


Targ śniadaniowy umiejscowiony jest naprzeciwko nowego placu zabaw dla dzieci, który jest świetną rozrywką dla najmłodszych.


Dla starszych natomiast otwarty jest miejski basen, który w zeszłym roku przeszedł gruntowny remont. Kompleks posiada duży basen dla dorosłych, mniejszy brodzik dla maluchów oraz całkiem fajną zjeżdżalnię. Nad bezpieczeństwem w obiekcie cały czas czuwają ratownicy.


Ceny biletów na basen - 7 zł ulgowy, 10 zł normalny. Pływalnia honoruje również karty multisport.


Obok wejścia do basenu, od tego roku działa również budka z lodami, w której śmiało możecie też poprosić o wodę dla Waszych czworonożnych przyjaciół.



Targ śniadaniowy trwa od maja aż do końca września, a więc macie jeszcze sporo czasu, by na niego zajrzeć. Najlepszym momentem będzie słoneczna sobota, dzięki której skorzystacie ze wszystkich atrakcji oferowanych przez Park Kasprowicza :)


A czy ktoś z Was był może na takim targu śniadaniowym?



Ściskam! :)
Bez Cebuli

Polecany post

Szybki falafel

Cześć Wszystkim! :) Dziś pomysł na wegetariańskie falafele, czyli kotleciki z ciecierzycy. W klasycznej wersji falafele przygotowuje si...